Pokazywanie postów oznaczonych etykietą interpretacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą interpretacje. Pokaż wszystkie posty

jesienna chandra
kilka kropelek więcej
w herbacie z malin


---

Ciężar

Park. On. Wiosna. Zielona ławeczka.
Alejka w dębach i wiewióreczka.
Wieczór szepczący językiem liści.
W wieczorze słońce, pesteczka wiśni
wypluta łukiem w ostatnie zorze.

W tym wszystkim staruszka.
Jej szept: "Mój Boże,
Boże..."

Bo jak się nagle to na nią nie zwali!
Jak nie przypomni i nie przygniecie!
- Przez resztę życia jej w tym szukali
i nie znaleźli... wiecie?






róża na ścieżce —
czy nie tu cię widziałam
wczoraj wieczorem?


---
Róża

Różę ci niosę,
RÓŻĘ!
Jeszcze raz powtórzę:
niosę ci RÓŻĘ.
Teraz jest dobrze,
może nie zapomnę
(RÓŻĘ RÓŻĘ RÓŻĘ...)

Szybko drzwi otwieraj,
bo... Żę żę

- żem zapomniał: CHOLERA!






jesienne wykopki —
chłop do worka
trener do szatni


----

Ekstraklasa



Zbrojni w tasaki, noże, siekiery
przybyli "Legii" nieprzyjaciele.
Naprzeciw nim, z kościoła wybiegł
różowy, moherowy beret.

- Bij babcię! - sto gardeł wrzasnęło.
- Łobuzy! - pisnęła babcia
i z furią uniosła laskę,
na wrogie hordy natarła.

"Erki" krążyły jak sępy
wokół stadionu „Legii”
i mecz odłożono na rok,
bo nawet piłkarze polegli.

A moherowy beret,
czy babci się chociaż zsunął?
Nikt nie wie - po wszystkim zbiegła
na mszę do kościoła na ósmą.








ależ kolacja!
amant ucieka oknem
po
     m
     a
     k
     a
     r
     o
     n
    i
    e


---

Robinia hispida

Co to się działo zeszłego lata!
- Żona wróciła wcześniej do pracy...
- nawet robinia była włochata,
choć jej ogrodnik ogolił pa(r)chy.

Brzoskwinie miały na skórkach włoski,
włoskie orzechy rosły pod oknem
i... rozumiałem nareszcie włoski,
chociaż nie znałem go ani trochę.

Wszystko pokryło się bujnym włosiem:
pędzle! dywany! plaże nadmorskie!
a końskie muchy latały wszędzie,
nosiły - słowo! - mysie warkocze.

Przybyłem dobry tydzień po żonie,
bez słowa siadłem w M3 nad Wisłą.
Aż wreszcie pyta: - No... co tak milczysz?
Ja, zgodnie z prawdą: - A bo mi łyso...




awaria Sputnika
 po orbicie krążą
listy w butelkach


---

Kościsko

Kto dziś jeszcze pamięta - chyba tylko wróżki
obok wiedzy tajemnej, w kryształowej kuli
chowają wspomnienie o muszkach owocówki,
co fruuuu!... V2 porwały nazistom z wyrzutni.

Tymczasem teren Moskwy kundelek Kudriawka,
albo raczej Limonczik (lub nasza Cytrynka),
jak jego ojciec znaczył od krzaczka do krzaczka -
ot, zwyczajna sabaka mało polityczna.

Wkrótce się okazało, że to była suczka,
bo słusznie zauważył sam towarzysz Stalin:
- Pies raz dwa by w Sputniku wszyściutko obsikał
i tak jak przed nim Pcziołka i Muszka się spalił.
A Łajka? – nie!

- Halo, towarzyszu Gagarin...
słyszycie nas?
Opiszcie pi razy drzwi co wi...
(trzask! i jeszcze jeden trzask)

- Ziemia... jak pomarańcza na kartki.
A nad nią... (trzask!) latają muszki.
- Muszki?!(trzask)
- Da, muszki. Tyle
że kosmonautki.


TRZASK






gdzie jesteś świecie
zanim rozwieje się mgła?

... pokrywam ... mapy ...


---

Powidok

Zmiana punktu widzenia: zarys skweru, drzewo
uwidacznia o świcie pędzel z szarej strefy.
Powracają nieswoje, jakby Amadeo
Modigliani zakładał rzeczom siwe maski.

Pod pozorem zamglenia, w zatartym kolorze
ukrywa brak konceptu na kolejne rano:
noc chowana doraźnie pod jesienną twarzą,
dniem spóźnionym o kwadrans (moment nieuwagi?)

świeżą rysą na ławce, korą zdartą z drzewa -
podejmuje to samo, co wczoraj, wpół słowa.
Nawet mgła dzisiaj gęstsza: Amadeo miesza

farbę, jakby chciał zatrzeć mnie, patrzącą z okna.






mglisty wieczór
staruszka w aptece
pyta o arszenik


---
Cisza

Na jeziorze dziś cisza. I tylko rozblaski
kąpią puchy łabędzie w pomarszczonej fali,
niesie wiatr pajęczyny, zamarłego lata

odgłosów kruche nitki i chowa w oddali.
Więc stoję. Niewysłowna, z głową pod chmurami,
sukni zieleń soczysta bezmiar smutku plami

zdając się zwielokrotniać żałosność jesieni.
Jakbym nagle wtargnęła - śmiejąca, radosna,
wznosząc echa beztrosko w chłodnej, ciemnej sieni

do izby, gdzie żywicą lśni trumna sosnowa,
dokańczają się świece w konarach lichtarza -

w ostry ból zrozumienia: nie ma Gospodarza.







dział onkologii
przez drzwi z nową pacjentką
nić babiego lat…


---

Damianek

na próżno czuwaliśmy
próżno śmiały się wszystkie światła domu
rankiem coraz wyraźniejszy uśmiech
jaśniał odbity na przezroczystej twarzyczce

kiedy wreszcie całego
ukradła noc
w nas pozostał na zawsze
tamten uśmiech








jesienny wicher
jak głośno na budowie
skrzypią żurawie


---

Nie zapłaczą po nas ci, którzy nadejdą
w skórze roboczych ubrań, w kaloszach, z młotkami;
dnie i noce jak te liście drzew zrzedną,
które na przemian z jesienią wycinamy.
Nie zatrzyma się słońce, nie nawrócą rzeki,
skończą w końcu ptaki co w chmurach śpiewały
i tylko, gdy zamkniemy strudzone powieki -
zaskrzypi nad nami: żuraw budowlany

(Buu... buu. bu...)

Tu, po drugiej stronie wiosna zawsze,
kwiaty rodzą pola nigdy nie orane,
nie usiądą na nich stalowe żurawie -
budowlanego brak wszędzie nieładu.
Pagórzy się horyzont bez słupów, bez anten,
nie ma żadnych domów, w domach internetu:
Bóg jest Stworzycielem ,a nie Budowlańcem -
żadna więcej praca nie czeka nas tu

(Buu... buu. bu...)

W głos zapłacze każdy, kto po nas nadejdzie,
tak jak my przejęty takim spraw obrotem
doceni, co znaczyło mieć urlop lub przerwę
i dzień nieusprawiedliwiony, lecz: w pracy.
Budowlane żurawie, żurawie budowlane
będziemy śnić nocami, o ile noc będzie;
wspominać, jak budzik budził nas nad ranem
i jak do kościoła nie szliśmy w niedzielę

(Buu... buu. bu...)

Żurawie budowlane, budowlane żurawie
skrzypcie nam na wietrze, póki wichry są;
nie zostawiajcie samych, kiedy w trawie
zeszkli grób pierwszy, jesienny szron.
Tu w Raju tylko ssaki, rośliny i ptaki,
bo Stworzycielem zaledwie jest Bóg -
jak nam stąd uciec bez was: żurawi -
przedstawicieli ludzkich nóg?

(Buu... buu. bu...)



jak cicho
wśród krecich kopców
leśny grób


---
Muzeum momentalne

Jak cicho. Dinozaur wyszczerzył spod eonów kły,
lecz zamarł i skamieniał, zaledwie otworzyłaś drzwi
na świat i tutaj, do muzeum. Gdzie obok dziewczynka
rączką musnęła pazur, sprawdza, czy sama oddycha,
by naraz zapłakać ze strachu, z radości - któż zgadnie?
Nie ty, bo ty nagle dostrzegasz, jak bardzo jej ładnie
w tej żywej sukience, ze wstążką po babce we włosach,
że trzeba było aż tu przyjść z córką, aby się spotkać,
pojąć, jak mało czasu macie dla siebie i siebie,
jeśli tak wielkie serce w górze zdążyło skamienieć.
Przytulasz ją... jak atomowy schron nad głową dziecka,
jak atmosfera ponad śmierć matki śmiertelna ręka.







usłyszzzz mnie...
w muszli z wakacji
syrena







 --

 Żółty cadillac

Kto by tam dzisiaj wyszedł na spacer,
w taki ziąb, w taki wiatr, w taki deszcz?
Tylko pan, smutny pan z Cadillakiem
i ta pani smętna do łez.

W falochronach wiatr ubija piany,
na kapturach szu szu szumi deszcz,
a ten pan... się uśmiechnął do pani :)))))
i ta pani do niego - też :)

- Doskonale wiem, że się nie znamy :(
lecz że ziąb, zimny wiatr, leje deszcz -
może by się tak ogrzać ustami?
Błagam panią... powiedz, że chcesz!

Z morza słychać wtem syrenie śpiewy,
przepadł ziąb, przepadł wiatr, przepadł deszcz;
żółty Cadillac rozgania mewy,
jak to jamnik - wesoły pies.