* Tchnienie *
Podniosła filiżankę i wydawszy głośne "sssss..."
omal nie upuściła jej na podłogę.
Sparzyła usta, choć kawa już od dobrej godziny stygła na biurku.
Nieco zdziwiona, postawiła z powrotem filiżankę na dębowym blacie
obok śpiącego w jeszcze dziwniejszej pozycji niż rosło za dnia
poskręcanego drzewka bonsai, a potem, wysunąwszy z długopisu
jadowy koniec zielonego wkładu, wróciła do wiersza.
Za oknami, to znaczy na zewnątrz tego, co kiedyś było oknami
jednej z piękniejszych posesji przy ul. Księżycowej,
zebrany tłum patrzył, jak strażacy dogaszają rozżarzone zgliszcza domu.
Tu i ówdzie, w powiększających się z każdą chwilą
rozlewiskach ciemności, księżyc snuł się po swojej ulicy
szukając okna, przez które co noc wkradał się do sypialni
i delikatnie dotykał jasnych włosów dziewczyny.
zdjęcie z Newsweeka --
w powybijanych oknach
otwarte usta
Zdjęcie pochodzi z internetu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz