Chleb
Rumiane słońce rozpostarte nad wsią, wypełniające zapachem lipcowy poranek.
Pulchne ciasto wjeżdża do wielkiego pieca przycupniętego w rogu podwórka
pod słodkimi akacjami, we wtórze roześmianych głosów, plotek
mających skrócić oczekiwanie. Od aromatów kręci się w głowach,
pod błękity suną rozedrgane pasemka, kiedy wielkie bochny dzielone są
sprawiedliwie pomiędzy siebie, tak aby każdemu wystarczyło na długo.
I mnie na całe życie.
Żuraw, chlebowy piec
i trochę ptaków na niebie.
I biec, po prostu wbiec
w to wszystko za siebie
przed siebie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz